Posiłki dla dzieci. Odżywiamy czy tylko karmimy?

thumb_IMG_1663_1024

 

To temat dosyć nośny. Niby łatwy ale tak naprawdę trudny dla każdego rodzica. Trudny bo żyjemy w czasach takich jakich żyjemy i pomijając już kwestie świadomości i odpowiedniej edukacji żywieniowej to czasami trudno przekonać dziecko że świetną przekąską jest przysłowiowa marchewka a nie chipsy skoro koledzy wokół się nimi zajadają. I nad tym właśnie chciałabym się chwilę pochylić. Co tak naprawdę jedzą dzieci, jak zadbać o to żeby się odżywiały a nie tylko „zapychały“, jak przeprowadzić „ZMIANĘ“ (http://garpelenmilosci.pl/2016/06/21/zmiana/) w przypadku maluchów.

 

Każdy, kto kiedykolwiek miał do czynienia z karmieniem dziecka wie, że nie jest to takie proste. I wszelkie dobre rady mówiące o tym, jak ważne jest, żeby od początku przyzwyczajać do jedzenia warzyw, że maluch lubi kolorowo, że jak się na początku nie nauczyło to potem nie ma się co dziwić itd. można sobie między bajki włożyć. Piszę z perspektywy rodzica, którego jedno dziecko wsuwało przebierając nóżkami domowe słoiczki z owocami (zawsze robiłam samodzielnie tzw pierwsze obiadki i deserki) a drugiemu rosły w gardle, z perspektywy rodzica, którego dzieci mimo prób od samego początku na sam dźwięk słowa „brokuł“ biegną do łazienki z odruchem wymiotnym, z perspektywy rodzica, którego jedno dziecko wręcz wychodzi z pomieszczenia gdzie je się mięso bo czuje wstręt a drugie się zajada, z perspektywy rodzica, który rozmawia z innymi rodzicami, którzy też czasami stają na przysłowiowych rzęsach żeby dzieci przekonać do zdrowszego jedzenia i dzieje się to z mizernym skutkiem. Tak, spotkałam dzieci, które i fasolkę i brokuła i pomidory i co tam leci zjedza i super, jest łatwiej. Natomiast w większości mam wrażenie, że jest właśnie tak, że niekoniecznie.

I co wtedy?

Ja przyjęłam dwa podstawowe założenia:

  • Chcę odżywiać a nie tylko karmić. Dziecko potrzebuje odpowiednich składników odżywczych, we właściwych proporcjach aby rozwijać się prawidłowo.
  • Jedzenie ma zapewniać zdrowie a nie przyczyniać się do rozwoju chorób zarówno teraz jak i w dorosłym życiu. I tu jest Twoja odpowiedzialność rodzicu. Ty decydujesz czy w wieku 30 lat Twoj edziecko będzie się borykało z cukrzycą typu II, w wieku 40 lat albo i wcześniej zacznie brać leki na nadciśnienie i zbicie cholesterolu, walczyć z chorobą wieńcową, nowotworową czy depresją.

 

Zacznijmy od początku. Ile razy zdażyło się Wam, czy też innym rodzicom , których znacie powiedzieć: „bo on/ona nic nie je“.

Naprawdę?

Dziecko wstaje, wypija szklaneczkę, „wody truskawkowej“, czy innej tam. No przecież woda. Woda, która ma w szklance 4 łyżeczki cukru, tj 77,5 kcal (tylko łyżeczka mniej od szklanki coli), nie wspomnę już o tym co jeszcze. Wodę to ma w składzie (jak inne napoje) ale wodą nie jest.

Sok jabłkowy z kartonika (250 ml)- 28 g cukru, 118 kcal,

Soczek dla dzieci „Kubuś“- 34,5 g cukru, 147 kcal w buteleczce 300 ml

A może kinder śniadanko?

Kinder mleczna kanapka, dla przykładu, to 118 kcal, 8.4 g cukru, 7.8 g tłuszczu w tym tego najbardziej szkodliwego- nasyconego 4.6 g. W składzie mleko, mąka pszenna, tłuszcz roślinny (nie wiadomo jaki), jaja,kakao i dodatki żeby to wszytko się trzymało kupy. Biszkopt z kremem a nie kanapka. Zwyczajna słodka przekąska pozbawiona wartości odżywczych a pełna składników uczulających i wpływających na złe funkcjonowanie całego organizmu (nabiał, cukier, tłuszcze nasycone).

Serek, deserek- taki malutki, prawie nic, „zdrowy“ jak mawia reklama, wzmacnia kości. Monte 100 g czyli kubeczek: 195 kcal, 13.7 g cukru (prawie 3 łyżeczki), tłuszcz 13,3 g (w tym nasycony: 8,6g); Danio kubeczek: 175 kcal, tłuszcz 4.9 (w tym nasycony: 3.15g), cukier: 12.1 g (jakieś 2, 5 łyżeczki, w tym dużej mierze syrop glukozowo-fruktozowy, który jest odpowiedzialny m.in za rozwój otyłości).

Płatki śniadaniowe- żelazna pozycja na „zdrowe śniadanie“: w 100 g cini minis: 418 kcal, 10.18g tłuszczu (w tym nasycony: 4.2g), cukier: 24.8g (5 łyżeczek), do tego 1 g soli.

To tylko kilka z takich drobiazgów żywieniowych. Ile tego dziennie zjada/wypija Twoje dziecko? Jeśli wypije szklankę „soczku“ czy na spacerze zje „mleczną kanapkę“ to potem naprawdę nie dziw się, że marudzi przy zupie. Ono ma pokryte zapotrzebowanie energetyczne ale czy też będzie odżywione?

W całym życiu spotkałam jedno dziecko, które naprawdę miało problemy z jedzeniem i pewnie gdyby nie czujność rodziców zagłodziłoby się. Dzieci zdrowe nie dają się zagłodzić.

SYNDROM MIĘSKA

Ile razy zdarzyło Ci się powiedzieć gdy dziecko grzebało w talerzu: -to zjedz chociaż mięsko a warzywka i ziemniaczki/kaszę zostaw

-zamiast tego banana (ok 100 kcal, dużo witamin z grupy B, magnezu, potasu) zjadł/dła byś lepiej kanapeczkę z szyneczką. Kanapeczkę z białą pszenna bułeczką (pozbawioną kompletnie wartości odżywczych), z masłem i wyrobem wędlinopodobnym pełnym fosforanów, modyfikowanej skrobii i białkiem zwierzęcym, które ma wpływ na promocję zmian nowotworowych)?

Na prośbę : mamo wody, wcisnąć soczek bo co tam wodę będzie piło. Posłodzić herbatkę choć nikt Cię o to nie prosił (zwłaszcza dziecko).

No właśnie. Nazwałam to syndromem mięska ale dotyczy różnych rzeczy, co będziesz tak bidnie- trzeba jeść na bogato. Tyle, że to na bogato jest często wysokoprzetworzone i pozbawione wartości odżywczych. Dziecko 30 kg potrzebuje ok 30 g białka dziennie. Tyle jest w 150 g mięsa. A ile dziennie zjada? Pamiętaj, że białko jest też w kaszach, roślinach i oczywiście w nabiale, który też na potęgę aplikujemy dzieciom „dla zdrowych kości“. Nadmiar białka przeciąża organizm, zwłaszcza nerki, w dorosłym życiu może skutkować m.in dną moczanową. Naprawdę paróweczka zamiast np. gryczanego naleśnika na śniadanie?

Ja jestem za odwróceniem tej tendencji: zjedz warzywka a najwyżej mięsko zostaw (zwłaszcza, że bardzo często to mięsko to nie grillowana pierś z kurczaka z wolngo wybiegu tylko kotlet w tłustej panierce albo mięso w zawiesistym sosie).

MIT „PĘDZONYCH OWOCÓW I WARZYW“

Dla mnie to jeden wielki pretekst żeby nie jeść. Nie kupuję, nie jem bo pędzone to wszystko a znajomy jak pracował przy produkcji sałaty to mu ręce popaliło takie to tam jest Panie.

Really? A ta krowa, którą jesz to co niby jadła? Ekologiczną trawę uprawianą w specjalnych warunkach? W przypadku choroby leczona była homeopatią i syropem z malin? Wszystko to jesz z mięsem + dodatki w postaci leków, hormonów itd.

Nie jest to post promujący weganizm:-) Chodzi tylko o to, żebyś zaczęła/zaczął karmić dziecko również warzywami i kaszami. Po to by: a) uniknąć nidoborów witamin i składników mineralnych, b) pomóc organizmowi dziecka pozbyć się toksyn, c) ułatwić proces naprawy i odnowy komórek chorych, zdegenerowanych, d) zapewnić odpowiednie funkcjonowanie przewodu pokarmowego (m.in przez dostarczenie błonnika, którego w innych produktach nie ma) – pamiętaj śmierć zaczyna się w jelicie, odporność Twego dziecka też, podatność na alergie, choroby autoimmunologiczne – za to wszytko odpowiada źle funkcjonujące jelito. Pewne rzeczy są w stanie „załatwić“ tylko rośliny.

I teraz trochę wskazówek jak to wszystko ogarnąć.

Piszę jako mama, nie dietetyk, nie mądrala od jedzenia itd. Takich supr porad naprawdę się naczytałam dużo i poza frustracją nie zdziałały nic. Bo tacy mądrzy radzą, takie sprawdzone rzeczy a moje dzieci jakoś „nie działają“. Jeżeli czytałaś mój post o zmianie to tu obowiązuje ta sama zasada.

Przede wszystkim rozsądek.

Nie zaserwuję na urodzinach moich dzieci marchewek i chipsów z jarmużu bo nikt ich więcej nie odwiedzi ale mogę upiec ciasto marchewkowe, zrobić domową lemoniadę, domowe lody i samodzielnie upiec pizzę na pełnoziarnistym spodzie. Zapewniam, że w następne urodziny dzieci przyjdą nie żeby się pobawić ale fajnie zjeść:-)

Ale do rzeczy.

Na początek dla rodziców, którzy dopiero przywitali na świecie potomka:

1) karm piersią tak długo jak możesz (pokarm bogów), jak nie możesz trudno, nie obwiniaj się(przeżyłam te momenty, dzieci żyją i mają się dobrze),

2) pokarm inny niż mleko-zachęcam do zabawy w przygotowanie słoiczków samodzielnie, nie jest to wielki trud- warzywa czy owoce na parowar, potem blender, wekowanie i już (taniej, zdrowiej, wiesz co je), warzywne- na bazie dyni (bardzo odżywcza, nie uczula)i marchwi z dowolnymi dodatkami (raczej łagodne w smaku warzywa, czosnek, cebulę, pora bym sobie darowała, nie przyprawiasz, chyba, że zioła-lubczyk np), owocowe- jabłko, banan + owoce (raczej nie citrusy, truskawki, maliny itp, możesz dodać np śliwkę na ciężkie kupy) ale bez uczulaczy (każdy raczej wie a jak nie wie przeczytaj skład na słoiczku i po prostu odtwórz w domu te warzywa (ja tak czasami robiłam jak brakowało mi inwencji)

3) jedzą coś więcej niż mleko i słoiczki- polecam gorąco BLW – możecie sobie poczytać, ja się nie będę rozwodzić w tym miejscu ale chodzi o to, że maluch dostaje produkty o różnych konsystncjach, kolorach, smakach i sam próbuje, wybiera co mu akurat odpowiada (oczywiście na talerzu lądują wartościowe produkty :-))

Polecam. Myślę, że gdybym wcześniej to zastosowała teraz byłoby może łatwiej. Może bo nie wiem ale gdybym była teraz matką 8-9 msc dziecka to bym spróbowała.

Ok a jak jesteśmy już dalej?

Kilka zasad od których zaczynamy.

  1. Drogi Rodzicu- zamiast słuchać reklam czytaj etykiety. Reklama jest po to żeby sprzedać a rodzic kupi wszystko, co „dobre dla dziecka“. Dziecko też często ogląda i chce serek, po zjedzeniu którego będzie miało mocne kości i będzie grało w piłkę jak Lewandowski. Czytaj. Ja już ostatnio złapałam się na tym, że jak widzę jogurt z cukrem to się cieszę. Myślę sobie, że lepsze to niż syrop glukozowo-fruktozowy. Taki czasy:-). Czekolada gorzka, która ma 40% kakao a obok 4 zł tańsza z 75%. Czytaj, analizuj skład.
  2. Zamiast gotowców zrób samodzielnie, np:
  • mięso mielone- wybierz przyzwoite kawałki, poproś o zmielenie w sklepie lub zmiel w domu. Przyczytaj skład tego w paczuszce- zobacz co jest oprócz mięsa (też nie najlepszego jakościowo), odechce Ci się zakupu;
  • woda smakowa (o składzie wspominałam wyżej), zamiast tego dodaj kilka plasterków cytryny, jabłka, pomarańczy, jak wolisz, ew dosłodź ksylitolem (wg mnie ma najbardziej neutralny smak)
  • woda- zamiast tej butelkowanej w plastiku (nie wiesz jak była przechowywana zanim trafiła do Twojego domu, jeżeli butelki stały gdzieś na słońcu to zaszły niefajne reakcje, o których nie chcesz wiedzieć i poza tym to kolejna tona plastiku zanieczyszczająca środowisko)- woda z kranu (jest naprawdę ok, zwłaszcza jak zamontujesz filtr, taniej, zdrowiej); zainwestowałam w dobry bidon, filtr i moje dzieci piją wodę z kranu a do szkoły biorą właśnie bidonik z taką wodą
  • popcorn- ulubieniec dzieci; nie kupuję tych saszetek do microfali bo a) nie mam microfali, b) przeczytaj skład- pakowane są w woreczki, które są odpowiednio spreparowane żeby z mikrofalówki wyszły chrupiące ziarna

zamiast tego kupuję ziarenka i prażę w garnku, jak już muszę (a muszę bo w XXI w żyjemy)

  • wędliny- jeżeli nie mam aktualnie przygotowanych przez Babcię (a zazwyczaj mam, thx Babcia i Dziadek) używam szynkowaru, koszt ok 70-100 zł (zostawiasz w marynacie z soli, pieprzu i dowolnych przypraw na noc, wkładasz, gotujesz i masz szyneczke w 100% z mięsa, niewędzoną (ja np dodaję do przypraw wędzoną paprykę i ma ten aromat wędzonki bez wędzenia), możesz użyć dowolnego mięsa (w moim przypadku jest to zazwyczaj filet z indyka)
  • sosy- tu jest zazwyczaj wszystko to czgo nie chcesz jeść ani czym karmić od syopu glokozowo-fruktozowego począwszy po zagęszczacze, skrobie modyfikowane i inne- kup najlepszej jakości przecier z pomidorów, dodaj sól, pieprz, organo, bazylię, czosnek, cebulę, ew inne przyprawy, zmiksuj- masz sos do spaghetti, do pizzy
  • unikaj produktów o długim terminie przydatności (zatanawiałas/łeś ię kiedyś co musieli dodać żeby tak długo było przydatne do spożycia? Zawsze zastanawiają mnie np. bułeczki z 3-6 msc terminem przydatności)

itd, itp, czytaj, wyrzucaj produkty o dziwnym składzie, pomyśl, czy nie możesz zrobić tego w domu, unikaj produktów low sugar czy low fat, zamiast tego mają całe bogactwo innych składników, którymi nie chcesz karmić dzieci (musi to w końcu smakować)

JEDZIEMY DALEJ

Twoje dziecko ma już ulubione smaki i nie są to bynajmniej jaglanka z mlekim owsianym z malinami a raczej płatki śniadaniowe z mlekiem i tost lub schabowy w panierce?

Nic straconego!

Pamiętam dzień w przedszkolu, gdy przyprowadziłam córkę rano a w jadalni był jeden wielki płacz. Owsianka – powiedzała sakramentalnie przedszkolanka. Cieszyłam się jak dziecko, że zjedliśmy w domu gryczane naleśniki z domowym dżemem truskawkowym i nie muszę uczestniczyć w tym „czymś“, czyli pragnieniu rodziców aby dzieci jadły zdrowo poprzez zastąpienie płatków śniadaniowych przez owsiankę.

To mi coś uświadomiło: hardcorowe zmiany są słabe i dzieci tego nie kupią.

Nie kupują tego dorośli (samo słowo dieta budzi same negatywne odczucia wśród dorosłych, zmiana nawyków żywieniowych to horror, który kojarzy się tylko i wyłącznie z poczuciem straty), dlaczego więc oczekujecie mądrzejszego, dojrzalszego podejścia u dzieci?

Zaufaj swemu dziecku. Zwłaszcza jeżli ma 5 i więcej lat. Ja odkryłam, że jeżeli mówię dzieciom co jedzą i dlaczego- chętniej eksprymentują. Mówię: to jest zdrowe, to sprawia, że Twój brzuszek lepiej pracuje, że rośniesz, że Twoje kości, włosy rosną, ż dzięki temu masz siłę, jesteś taki/taka zwinna, lepiej   zapamiętujesz, jak wypijesz to to jedyne co zyskasz to wizyta u dentysty bo będą chore zęby itd. Dzieci naprawdę mają wewnętrzną potrzebę współistnienia z tym co dobre i naturalne.

Dużo rozmawiamy o jedzeniu, o tym dlaczego nie zamawiam raczej (bo czasami jednak tak) pizzy a robimy w domu: bo to jest dużo tańsze i zdrowsze. I jest ten moment kiedy dziecko prosi: zrobisz pizze? Lubię tylko Twoją bo jest najlepszaJ, zrobisz spaghetti ale takie Twoje, bo tego z restauracji nie lubie.

Obserwuj dziecko, co lubi, czego nie lubi, czy lubi bardziej wyraziste smaki czy raczej łagodne. Proponuj różne dania, smaki, konsystencje. Zdziwisz się czasami. Jedno z moich dzieci panicznie bojące się spożywania warzyw pewnego dnia zjadło owsiankę z sokiem pomidorowym. Na wakacjach, ja jadłam więc spróbowało po czym stwierdziło, że to jedno z najlepszych „jedzeń“ w życiu. Po czym zapytało czy to zdrowe, odpowidziałam, że i owszem i wieczorem dowiedziałam się, że jest na najwyższym levelu w grze i to wszystko przez to danie. W życiu bym na to nie wpadła ale to było super. Co się wydarzyło:1- ja to jadłam często więc dziecko się zainteresowało, 2) mówiłam , że zdrowe i dobrze działa na wszystko więc dziecko się zainteresowało, 3)chciało sprawić przyjemność mamie, której na tym zależało (dzieci, wbrew temu co myślimy bardzo chcą nam się podobać, odpowiadać naszym oczekiwaniom, zadowalać nas). Do dziś to jemy razem i sprawia nam przyjemność.

Podobnie było z kaszą. Próbowałam wprowadzić. Droga przez mękę. Jedno z dzieci nie je żadnej, drugie znalazło swoją ulubioną i się zajada bo ma taką konsystencję jak lubi, taki smak. Próbowałam różnych kasz, różnych przypraw. Dawałam troszkę do spróbowania, jeżeli nie lubisz to ok, bez przymuszania i znalazłam wariant, który zachwycił jedno dziecko, drugie pozostało obojętne.

W innym przypadku jedno dziecko pokochało domowego „kubusia“ inne odmówiło z obrzydzeniem.

Różni ludzie , różne preferencje żywieniowe, różne potrzeby.

Generalnie opowieści o tym, że maluch lubi kolor, że fajnie podane zachwyci może i działają ale nie w przypadku moich dzieci. Myszki z jajek z rzodkiewką i szczypiorkiem, których nie cierpią nawet w postaci myszek nie przejdą. Kolorowy omlet z pomidorkiem i kiełkami udającymi włosy mogę sobie zjeść sama itd.

Moje dzieci lubią prosty naturalny smak i konkretne tekstury- np lubią dania chrupiące o wyrazistym smaku i konsystencji.

Jak mieliśmy fazę naleśników na śniadanie obiad i kolację zaczęłam przygodę z naleśniakmi z mąki gryczanej (ma w sobie całe bogactwo wszelkich składników odżywczych, wg mnie superfood), początkowo dodawałam troszkę, potem więcej. Mąka gryczana dodaje im chrupkości, którą uwilbiają. Myślałam o tym jak karmiąc ich tymi naleśnikami jednocześnie odżywiać a nie tylko zapychać pszenną mąką i słodkim dżemem i tak oto w naszym domu jemy jedynie te gryczane (uwaga: nie używaj mąki z kaszy palonej- ma charakterystyczny smak i dzieci mogą się zrazić, zacznij od stopniowego dodawania, przyzwyczajaj do smaku).

Kasza jaglana? W życiu! Ale jak wmiksujesz do racuszków z jabłkiem zdjedzą ze smakiem (zwłaszcza, ż podczas smażenia nabierają dzięki kaszy niebywałej chrupkości).

Placki ziemniaczane? Dodaj odsączoną cukinię i marchewkę.

Pasztet? Zrób w domu z chudego mięsa (np króliczego), dodaj dużą ilość warzyw i trzykrotnie zmiksuj żeby był gładki.

Masło do ziemniaków, kalafiora itd? Użyj oleju lnianego- jest bogaty w omega 3 i ma cudowny maślany smak (tylko świeży, w innym przypadku jest gorzki i niesmaczny).

Zupa?- jeśli na wkładce mięsnej- schłódź w lodówce i zdejmij tłuszcz.

U nas np świetnie zadziałały wszelkiej maści kremy (z brokułów, pomidorów, kalafiorów, cebulowa ), gładka zupa z grzankami czy kuleczkami ptysiowymi- połączenie delikatnego smaku i chrupkiego dodatku, który uwielbiają

Tosty- kochają, co robić? Wybieram pieczywo tostowe pełnoziarniste lub typu graham – chociaż tyle

Pieczywo- staram się nie kupować białego bezwartościowego, piekę sama, a jak tego nie robię kupuję chleb na zakwasie raczej żytni, z ziarnami, z pełnego przemiału. Wybór pieczywa jest ogromy i jest naprawdę dobrej jakości. Próbuj, nie proponuj białej kajzerki, daj z ziarenkami, innymi dodatkami, pozwól dziecku znaleźć swój smak. Wybór jest naprawdę duży.

Warzywa- „moje“ jedzą ogórki kiszone i paprykę. Kanapki z ogórkiem i papryką. Jedno je jabłka, banany, nektarynki, gruszki i borówki, drugie borówki, truskawki i maliny. Dobre i to. Niech jedzą „ile wlezie“. Co jakiś czas zachęcam: spróbój. Spróbują albo i nie, polubią albo i nie ale warto pytać, podsuwać. Może być historia jak z tymi płatkami z sokiem pomidorowym: którego dnia „zaskoczy“ i zostanie.

Nie przepadały za rybami a otatnio pokochały flądrę, mogłaby być na śniadanie, obiad, kolację

Karmiąc dziecko zawsze pamiętaj

  1. żeby odżywiać
  2. żeby Twoje wybory nie skutkowały rozwojem chorób w przyszłości

Dlatego zawsze:

a) unikaj niepotrzebnych tłuszczów nasyconych, cukrów, zbędnych dodatków do żywności (czytaj etykiety)

b) staraj się używać produktów podstawowych, nieprzetworzonych i z nich przygotowywać posiłki (np masło a ni utwardzoną sztucznie margarynę, produkty kiszone, wekowane, suszone a nie w cudowny sposób zakonserwowane

c) warzywa i kasze to podstawa – kombinuj: przygotuj kremy z warzyw z grzankami , kuleczkami ptysiowymi , próbuj różnych kasz na słodko, wytrawnie, zmiksowane lub nie- dziecko może znajdzie swojgo ulubieńca (czasami za pierwszym razem nie zechc a za jakiś czas i owszem, warto próbować, smaki i zainteresowania się zmieniają), dodawaj do potraw- wmiksuj niwielkie ilości na początek, oswajaj ze smakiem (np jeśli dziecko lubi gołąbki – zamiast białego ryżu dodaj trochę dzikiego albo kaszy, potem wiecej, itd).

Ale uwaga: dzieci nie lubią być „kiwane“, pamiętam jak moje dziecko dostało od babci kotleta mielonego z marchewką (jako sposób na przemycenie warzywa), zapytało co to za farfocle w kotlecie i nie zjadło, no ewidentnie czuło się oszukane w prosty sposób; jak wrzucam pietruszkę do zupy mówię, że fajna, zdrowa, dużo wit C i żelaza, ktore działają na….. bla bla czasami się skusi i zje a czasami nie ale wiem, ze kiedyś spróbuje, potem znów i polubi (pamiętam jak „uczyłam się“ jeść oliwki trochę to przypominało)

d) najlepszym napojem dla Twojego dziecka jest woda, koniec kropka

e) staraj się ulubione potrawy przygotować samodzielnie, np:

spaghetti – zmiel samodzielnie mięso („usmaż je“ używając tylko wody na patelni- fajnie się rozdrobni i unikniesz dodatkowych tłuszczów, zrób sos z przecieru pomidorowego, ugotuj pełnoziarnisty makaron

pizza: zrób sos, spód do pizzy (drożdże, woda, sól, cukier, odrobina oliwy, mąka- możesz dodać odrobinę pełnoziarnistej)

lody- nic prostszego: 250 g mrożonych owoców, 2 banany- wrzucamy do blendera i gotowe

gofry- spróbuj z mąką gryczaną, są świetne

f) podsuwaj zdrowsze alternatywy dla danych produktów

zamiast czekolady mlecznej z nadzieniem podsuwaj gorzką, zamiat słodkiego jogurtu- naturalny z wmiksowanymi owocami , ew. dosłodzony miodem, syropem klonowym

g) wyrzuć z domu rzeczy kompletnie bezwartościowe- przysłowiową nutellę, lizaki, rozpuszczalne gumy, kinder czekoladki itd

dziecko i tak kiedyś tam zje-będzie nalegać w sklepie, na przyjęciu, ciocia przyniesie; nie wpadaj w panikę, jak pisałam we wstępie- żyjemy w takich czasach w jakich żyjemy ale niekoniecznie musisz mieć w domu szafkę wypchaną tym dobrem i dziecko nie musi mieć stałego dostępu do tgo typu rezerw

h) pamiętaj- Ty jestś największym idolem swojego dziecka, to od Ciebie uczy się świata, obserwuje Cię jak nikt inny, jeżeli mówisz dziecku, że chipsy są niezdrowe a wieczorem do filmu nie wyobrażasz sobie nic innego, jeżeli obiadek to zawsze porządnie zapanierowane mięso z furą ziemniaków, mały ogórczek małosolny i do tego fanta to nie „wciśniesz“ dziecku kaszy i kotlecika z cukinii a na przegryzkę orzeszków; często jetem pytana przez dzieci: „co jesz?“ I zaraz „ fuja, obleśne“ a któregoś dnia pada „dasz spróbować?“

i) dzieci chętniej próbują w towarzystwie- jak koleżanka, kolega coś zajada to ono też chętniej spróbuje (tak np. moja córka pokochała bóbJ)

j) włączaj dzieci w przygotowanie potraw, niech mieszają, próbują, idą na bazarek na zakupy

 

Pamiętaj- ciało Twojgo dziecka to nie śmietnik. Nie wrzucaj tam odpadów. Karm je prawdziwym jedzeniem. To najlepsze paliwo i lekarstwo. Jeżeli skład zawiera coś, czego nie jesteś w stanie sobie wyobrazić to tego nie kupuj.

Dbasz o edukację swojego dziecka , zafunduj mu również przyszłość w zdrowiu. Choroby XXI wieku takie jak cukrzyca, miażdżyca, wylewy, zawały, rak to choroby dietozależne, wraz z rozwojem cywilizacyjnym atakujące coraz młodszych. Przyszłość Twego dziecka leży w Twoich rękach. Więc , że tak zacytuję swoją córkę“ ogarń się Rodzicu!“

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*